
: Henryk von Plauen
Henryk von Plauen
(1370 — 28 grudnia 1429)
Wielki mistrz krzyżacki: 9 listopada 1410 — 9 październik 1413
Przed niechybną, całkowitą zagładą uchronił Zakon komtur świecki, Henryk von Plauen, człowiek gwałtowny, wojowniczy i bezkompromisowy, ale przy tym wszystkim nadzwyczaj energiczny i przedsiębiorczy. Pochodzący z rodu wolnego rycerstwa tzw. Vogtlandu, z rodu o sporych zasługach dla Zakonu, zachował charakterystyczną dla swego stanu butę i awanturniczość. To te właśnie cechy stały się powodem do niespodziewanego awansu, jak i przyczyną gwałtownego upadku.
Do Prus przybył on najprawdopodobniej z margrabią Miśni w 1391 roku, aby wziąć udział w organizowanej przez Krzyżaków krucjacie przeciwko Litwie i widać spodobało mu się tutaj, skoro już w następnym roku wstąpił do Zakonu, jako nowicjusz. Tak rozpoczęła się jego burzliwa kariera, której przebieg z pewnością mógłby zainteresować niejednego pisarza.
Przed Grunwaldem nic nie wskazywało na to, że Henryk von Plauen kiedykolwiek dojdzie do najwyższej godności w Zakonie, bowiem z początku jego kariera nie była ani oszałamiająco szybka, ani też zbyt błyskotliwa. W 1397 roku wymieniany był w źródłach krzyżackich tylko jako kompan komtura gdańskiego, w następnym, 1398 roku, awansował na urząd gdańskiego komtura domowego, a pięć lat później, w 1402 roku, Konrad von Jungingen uczynił go komturem Nieszawy. Na urzędzie tym pozostał aż do lipca 1407 roku, kiedy to nowo mianowany wielki mistrz, Ulryk Von Jungingen, wyniósł go do godności komtura Świecia.
Kiedy główne siły krzyżackie podążyły na spotkanie wielkiej armii polsko-litewskiej, nadciągającej od strony Czerwińska, pozostał on z 3000 ludzi gdzieś okolicach Świecia. Strzec miał zapewne ziemi chełmińskiej przed niespodziewanym atakiem wojsk polskich [po udanej zasadzce Janusza Brzozogłowego, dowódcy załogi zamku w Bydgoszczy]. Nie wiadomo jednak gdzie znajdował się w chwili, kiedy na grunwaldzkim polu legła w gruzach cała potęga Zakonu. Najprawdopodobniej znajdować się musiał gdzieś między Grunwaldem i Malborkiem [wg Marcelego Kosmana — ”z rozkazu wielkiego mistrza podczas bitwy znajdował się ze swym wojskiem na prawym brzegu Wisły”[3; s.113]], skoro jeszcze przed nadejściem armii polsko-litewskiej zdążył obsadzić malborską twierdzę i przygotować ją do długiej, skutecznej obrony [„sprowadził do zamku żywność, amunicję i konie, ściągał ludzi, spalił te budowle miejskie, które mogły stanowić osłonę dla oblegających”.[3; s.131] Samo oblężenie natomiast zaczęło się 25 lipca].
Wyjątkowa sytuacja w jakiej znalazł się Zakon po klęsce grunwaldzkiej wymagała ludzi wybitnych i jak się wydaje takim właśnie człowiekiem był Henryk von Plauen. Oblężenie Malborka trwało dziesięć tygodni i jego bezsporną zasługą było to, że w czasie, kiedy większość miast i zamków krzyżackich poddała się władzy króla Jagiełły, Malbork wciąż się bronił. Wszystkie szturmy przeprowadzane przez oddziały polsko-litewskie łamały się na murach obronnych tego potężnego zamku i to sprawiło, że po pewnym czasie katastrofalna sytuacja w jakiej znalazł się Zakon uległa raptownej poprawie [i gdy jeszcze w sierpniu von Plauen pertraktował z Jagiełłą o pokój lub zawieszenie broni (prosił — jak sam później napisał — „pokornie, by od zamku odstąpił i dla chwały Boga zaprzestał niszczenia zakonu i oświadczał gotowość w sprawie wojny i nieporozumień stawić się przed świętym rzymskim kościołem, przed cesarstwem, elektorami Rzeszy i wszystkimi innymi książętami, przed rycerstwem i szlachtą”), tak później nie ponawiał tych prób, zwłaszcza w obliczu zapowiadanych posiłków z Inflant, Czech, Węgier i Rzeszy. I rzeczywiście] z Inflant przybyły posiłki, zaciągnięte na terenie Rzeszy wojska zaciężne maszerowały w stronę Prus, a po pewnym czasie też i poszczególne miasta i zamki wracały w ręce krzyżackie. 19 września oblegająca Malbork armia polska zaniechała dalszych prób zdobycia twierdzy i wycofała się z Prus [— nie było żadnych perspektyw podbicia Malborku, który głodem zmożony być nie mógł wobec ogromnych zapasów m.in. zboża, ponadto zaczynało brakować pieniędzy na dalsze opłacanie wojsk zaciężnych unii, a i szlachta dłużej walczyć nie chciała].
Przez cały czas oblężenia zamku Henryk von Plauen występował jako namiestnik państwa krzyżackiego [w pewnym sensie nielegalnie, wbrew statutom, gdyż państwo zakonne było w sytuacji, jakiej nikt się nie mógł spodziewać ani przewidzieć] i długo nie był możliwy jego wybór na wielkiego mistrza, ponieważ wszyscy wyżsi dostojnicy Zakonu, cała niemal starszyzna krzyżacka, z wyjątkiem wielkiego szpitalnika, poległa pod Grunwaldem. Dopiero po odejściu Polaków von Plauen mógł zwołać na kapitułę generalną do Malborka zagranicznych dostojników krzyżackich i to oni, w dniu 9 listopada 1410 roku, wybrali go nowym zwierzchnikiem Zakonu.
Henryk von Plauen od początku swego urzędowania był za dalszym prowadzeniem wojny z Polską, ponieważ sądził, że przy sprzyjających okolicznościach możliwy jest rewanż za Grunwald. Zaatakował już jesienią 1410 roku, gdy król Władysław ze skromnymi siłami stał na Kujawach, na pewien czas powstrzymała go jednak porażka pod Koronowem. Przygotowywał się do ataku też przed nadejściem zimy, lecz zrezygnował zmuszony postawą Inflantczyków i sojuszników przybyłych z Zachodu. Pod ich też naciskiem zawarty został w Toruniu kompromisowy pokój między Zakonem i unią polsko-litewską [1411 r., tzw. pierwszy pokój turyński], na mocy którego Zakon wprawdzie niewiele stracił ze swego obszaru, bo tylko Żmudź i ziemię dobrzyńską, musiał jednak zobowiązać się do zapłaty olbrzymiej sumy 100 tysięcy kop groszy czeskich tytułem wykupu jeńców [oraz odszkodowania za zniszczenia]. W opustoszałym wydatkami wojennymi skarbcu krzyżackim nie było takiej kwoty, całe więc panowanie von Plauena upłynęło pod znakiem zbierania pieniędzy dla spłacenia rozłożonej na raty należności.
źr.: [21]Wielki mistrz nie należał do ludzi umiaru; jego żywiołem była walka i zemsta, a ta ostatnia czasami zagłuszała głos rozsądku. Gdy na granicach nastał pokój, von Plauen mścić się zaczął na tych, którzy zdradzili Zakon w chwili, kiedy zachwiał się on w swych posadach. Pod zarzutem udziału w spisku przeciwko wielkiemu mistrzowi i Zakonowi stracono dwóch rycerzy z ziemi chełmińskiej – Mikołaja z Ryńska i Mikołaja Pilewskiego, uwięziono też wielkiego szafarza i komra Radzenia, Jerzego Wirsberga, który zamierzał ponoć dokonać zamachu stanu, aby samemu objąć przywództwo Zakonu. Z podobnych powodów zginął też zapewne burmistrz Tucholi i 4 rajców miejskich, pasowany rycerz Eberhard z Korsz, a proboszcz dziadowski i kilku innych zostało utopionych. Sroga zemstwa spotkała też Rady Miejskie dwóch największych miast państwa – Torunia i Gdańska, chociaż tutaj główną przyczyną był ich opór przed płaceniem cła funtowego. W przypadku Torunia wymieniono całą Rade, a w Gdańsku tamtejszy komtur i zarazem brat wielkiego mistrza, zanim wymienił Radę, nakazał ściąć dwóch burmistrzów i jednego rajcę.
[W 1411 rozsyła pisma na obce dwory, aby zyskać poparcie z ich strony i pobudzić napływ rycerstwa z zachodu, jednak podobna akcja Jagiełły niweczy cały wysiłek głowy Zakonu.]
W 1412 roku konieczność spłaty olbrzymich sum Polsce i wojskom zaciężnym zmusiły jednak wielkiego mistrza do szukania możliwości dogadania się ze sterroryzowanymi stanami. A ponieważ von Plauen uznawał tylko takie porozumienia, które funkcjonowały na jego zasadach, powołał całkowicie od niego zależną i przez niego mianowaną tak zwaną Radę Krajową, złożoną z posłusznych mu 32 przedstawicieli rycerstwa i 15 delegatów wielkich miast. Zatwierdzała ona wszystko, czego wielki mistrz od niej zażądał, ale nie mogło to zagłuszyć coraz donośniejszych protestów przeciwko polityce wielkiego mistrza, zwłaszcza że głosy niezadowolenia odezwały się także wewnątrz Zakonu. Ich powodem była wojowniczość i tyrania von Plauena, który ponownie myślał o rozprawie z Polską. Jesienią 1413 roku zbrojenia były już zakończone, a pora do ataku wydawała się sprzyjająca. Król z kwiatem polskiego rycerstwa bawił w Horodle na uroczystościach związanych z zawarciem unii polsko-litewskiej i można się było spodziewać niewielkiego oporu, przynajmniej na początku.
Krótko przed terminem ataku wielki mistrz rozchorował się i pozostać musiał w Malborku. Uformowana w trzech grupach armia krzyżacka czekała na rozkaz rozpoczęcia wojny, przy czym pierwsza grupa uderzyć miała na posiadłości księcia słupskiego, druga na Mazowsze, a trzecia pod dowództwem komturów człuchowskiego i tucholskiego na Wielkopolskę. Kiedy we wrześniu 1413 roku nadszedł rozkaz ataku, częściowo z własnej inwencji, częściowo za sprawą przeciwników wielkiego mistrza wewnątrz Zakonu, udziału w wyprawie odmówiły wojska stanowe, formowane z rycerstwa pruskiego i oddziałów miejskich. Powiadomiony o tym von Plauen wezwał do Malborka, na dzień 14 października, przywódcę opozycjonistów, wielkiego marszałka Michała Küchmeistra, ten jednak, przeczuwając co się święci, powiadomił swoich zwolenników i na ich czele wyruszył już pod koniec września do stolicy.
Wielki mistrz okazał się całkowicie bezbronny w swej malborskiej rezydencji. Jego zwolennicy byli w polu, a w samym zamku obok paru kompanów, pachołków i kapelanów nie było nikogo, kto mógłby go bronić. Stronnicy Küchmeistra bez przeszkód weszli do pałacu wielkich mistrzów i obsadzili wejścia. Henryk von Plauen został uwięziony, najpierw w jednej z wież malborskiego zamku, a później przeniesiony na podrzędne komturstwo w Pokrzywnie. W 1414 roku próbował odzyskać z pomocą Polski władzę w Zakonie, ale prowadzone potajemnie na ten temat rozmowy zostały odkryte i wtedy, na rozkaz Küchmeistra, uwięziony został, pod ścisłą strażą, najpierw na zamku w Pokarminie, następnie w Gdańsku, a potem znowu w Pokarminie.
Henryk von Plauen najprawdopodobniej odzyskał wolność dopiero w 1422 roku, po upadku Michała Küchmeistra, jednak za życia do Malborka już nie powrócił. Zesłano go do odległego zamku w Lochstadt, gdzie aż do śmierci był prokuratorem. Zmarł tuż przed 28 grudnia 1429 roku, a jego zwłoki przewieziono do Malborka, gdzie złożone zostały w grobowcu wielkich mistrzów, w kaplicy św. Anny.



