: Strona krzyĹĽacka
: Ulrich von Jungingen
[6]

Ulrich von Jungingen

(1360 — 15 lipca 1410)


Wielki mistrz krzyżacki: 26 czerwca 1407 — 15 lipca 1410

Uwaga: pierwsze 2 rodziały (i ostatni akapit 3-go) to jeden wielki cytat z książki "Poczet wielkich mistrzów krzyżackich" autorstwa Pawła Pizuńskiego [6] zawierający jednak pewne uzupełnienia (w nawiasach kwadratowych), a także drobną reorganizację tekstu.
Dojście do władzy

Ulryk von Jungingen był młodszym bratem swego poprzednika, Konrada i najprawdopodobniej razem z nim wstąpił do Zakonu, ok. 1380 roku. Początkowo był tylko zwykłym rybiczym w niewielkim zamku krzyżackim Morteck koło Morąga, już jednak w 1387 roku został kompanem ówczesnego wielkiego marszałka, Konrada von Wallenrod i odtąd, aż do jego śmierci, funkcją tą był ściśle z nim związany. Na przełomie 1393 i 1394 roku, krótko po wyborze jego brata Konrada na wielkiego mistrza Zakonu, Ulryk został wójtem zakonnym Sambii, zaś dwa lata później, 11 maja 1396, mianowano go komturem Bałgii i wójtem Natangii. Na wejście w obręb najwyższych dostojników zakonnych czekać mu przyszło osiem lat, do 14 września 1404 roku, kiedy to otrzymał nominację na wielkiego marszałka.

Jeśli wierzyć zapisom kroniki gdańskiej, umierający wielki mistrz, Konrad von Jungingen, ostrzegać miał dostojników krzyżackich przed wyborem swego wojowniczego brata na następcę, nazywając go głupcem. Trudno dziś orzec, czy tak było naprawdę. Niewątpliwie jednak Ulryk należał do tych, którzy uważali, że prędzej czy później do rozprawy z państwem polsko-litewskim musi dojść i że nie leży w interesie Krzyżaków odwlekanie tego starcia. Tak myślała chyba większość kierownictwa zakonnego, skoro 26 czerwca 1407 roku, w Malborku, w obecności wszystkich najważniejszych dostojników krzyżackich został on wybrany kolejnym, 26 wielkim mistrzem Zakonu.

Ulryk, podobnie jak Konrad, najbardziej obawiał się starcia z dwoma najgroźniejszymi przeciwnikami Zakonu – unią polsko-litewską i unią państw skandynawskich [unia kalmarska, powstała w 1397 r.]. Obawy te wyraził najcelniej jeden z komturów krzyżackich, który napisał: „wojna wkrótce się zacznie, lecz bardzo powoli się zakończy. Możemy skutecznie oprzeć się jednemu wrogowi, a nie dwóm. Obaj mają dużo większe ziemie, my zaś mamy mało ziemi pełną ludów, które do wojny nie są wprawione”. Ulryk rozumiał niebezpieczeństwo walki na dwa fronty i dlatego postanowił ułożyć się z unią państw skandynawskich [pomimo trudności wewnętrznych, jakie przeżywały wtedy owe państwa], by skoncentrować się na przygotowaniach do wojny z Polską i Litwą. W 1409 roku odsprzedał królowej Małgorzacie Gotlandię, którą z takim trudem zdobywał jego brat jedenaście lat wcześniej. [za cenę niższą od tej, jaką Krzyżacy zapłacili swego czasu królowi Albrechtowi meklemburskiemu za kupno od niego praw do Gotlandii — mimo zdobytej już silnej pozycji krzyżackiej, uprzednio odniesionym zwycięstwom, a także pomimo dużych kwot pieniężnych włożonych w fortyfikacje wyspy]

Równocześnie wielki mistrz postarał się o zapewnienie państwu krzyżackiemu bezpośredniej łączności z Rzeszą, skąd spodziewał się dostaw sprzętu i ochotników do wojsk zakonnych. Z tego względu, pomimo protestów Polski, nabył do rodziny von der Osten Nową Marchię z Drezdenkiem. Jej posiadanie miało w chwili wybuchu wojny z Polską odegrać znaczącą rolę dla Zakonu.

Ulryk von Jungingen liczył jeszcze przez pewien czas na możliwość rozbicia unii polsko-litewskiej środkami pokojowymi. Dlatego wspomógł wyprawę wielkiego księcia Witolda na Nowogród Wielki, ten jednak nie po raz pierwszy dopuścił się zdrady wobec swego krzyżackiego sojusznika. Zawarł jednostronny układ z księciem moskiewskim, po czym porozumiał się ze swym kuzynem Jagiełłą i zaczął myśleć o odzyskani Żmudzi. Gdy w 1409 roku wybuchło tam powstanie, oczywistym było, że przyczynił się do tego Witold.

[Wielki mistrz jednak cały czas myślał realnie o wojnie i latem 1408 roku wizytował zamki pograniczne – Toruń, Nieszawę, Golub, Ostródę i inne, zalecając uzupełnienie zauważonych braków, tak więc gdy doszło w końcu do konfliktu, twierdze były w pełni przygotowane i zaopatrzone.]

Wielka Wojna

W połowie 1409 roku wojna była już pewna, jednak Zakon nie był jeszcze przekonany, czy przystąpi do niej także Polska. Gdy polskie poselstwo odpowiedziało ustami arcybiskupa gnieźnieńskiego Mikołaja z Kurowa, że „nieprzyjaciół Litwy za swoich uważamy wrogów, jeśli ruszycie na Litwę, my uderzymy na was”, wielki mistrz odrzekł: […] [„— Dziękuję ci, ojcze [...] że nie utaiłeś przede mną zamiarów swego króla. Twoją mową objaśniony i upewniony, wymierzę cios raczej w głowę, aniżeli w członki. Wolę nawiedzić wojną ziemię osiadłą, miasta i włości, aniżeli pustki i lasy. Wojnę, zamierzoną przeciw Litwie, obrócę przeciw Polsce!”[3; s.119]]

aut.: Caspar Hennenberger

[6 sierpnia 1409 roku wysłano z Malborka wypowiedzenie wojny Polsce na piśmie, a już dziesięć dni później, 16 sierpnia, wojska krzyżackie przekroczyły granicę i zaczęły pustoszyć ziemie polskie. W ten sposób rozpoczęło się dwadzieścia sześć lat jawnych walk polsko-krzyżackich, a już niecały rok później, 15 lipca 1410 r., miało dojść do rozstrzygającego starcia – wielkiej wojny. Zanim jednak do tego doszło, obie armie zetknęły się wcześniej pod Kurzętnikiem – twierdzą przy jednym z czterech brodów Drwęcy, rzeki na terytorium Prus, przez które to armia unii polsko-litewskiej maszerowała na Malbork. Kurzętnik był fortyfikowany już wcześniej, jednak pomimo tego 2 lipca wielki mistrz pojawił się, by osobiście kazać wzmocnić instalacje obronne. Wielki mistrz pragnął ewentualną potyczkę przeprowadzić na własnych warunkach, w miejscu odpowiednio wybranym i przygotowanym. I chociaż 5 lipca był także w Iławie, a wcześniej prawdopodobnie przyjrzał się innym twierdzom na brzegu Drwęcy, to jednak Kurzętnik był niewątpliwie jego wyborem numer jeden, gdyż do tego właśnie zamku ściągnięto zapasy i armaty z wszelkich możliwych twierdz, w tym z Malbroka. „ «Wielki mistrz – pisał kronikarz pruski – gdy ruszył do Kurzętnika przeciwko królowi, kazał wywieźć tam mąkę, mięso, napoje, działa dla armii, tak że zamek malborski został bez niczego». Brzegi Drwęcy umocniono palisadą i nasypami, być może na wzór urządzeń, jakie przygotował pod Nikopolis w 1396 roku sułtan Bajazet, i oczekiwano meldunków o kierunku marszu wojsk Jagiełły.”[2; s.108]

[...]. Na polach Grunwaldu wielka armia polsko-litewska stanęła naprzeciwko doskonale uzbrojonej i wyszkolonej, choć mniejszej liczebnie armii krzyżackiej. Dowodził nią lekko już podstarzały, liczący ok. 50 lat wielki mistrz Ulryk von Jungingen. Miał pewne kłopoty ze wzrokiem, a jego sława doskonałego rycerza dawno już przebrzmiała. […] [Zanim jednak doszło do starcia, rycerze Zakonu musieli długo wystać się w otwartym polu w słoneczny lipcowy dzień. Zaczęło budzić się znużenie, zniecierpliwienie, poczęto wielkiego mistrza posądzać o strach i brak ducha, który tymczasem, postępując ostrożnie, nie chciał atakować pierwszy nie znając dokładnie sił unii polsko-litewskiej, której to wojska poukrywane były w lasach. Nie chciał także oddać przewagi przygotowanego pola walki – odpowiednio ustawionych dział oraz wojsk. Aby zadowolić więc naciskających na niego dowódców, wysłał do króla Polski dwóch heroldów ze słynnymi dwoma obnażonymi mieczami, które miały sprowokować stronę polską do ataku. Zaproponował przez nich również lekkie ustąpienie pola, aby siły polskie mogły się rozwinąć, co też uczyniono. Jagiełło jednak, jak wiemy, sprowokować się nie dał i dalej spokojnie wykonywał swój plan.

Śmierć

Wielki mistrz zginął wraz z 16 chorągwiami, które miały przechylić w ostatniej fazie wojny szalę zwycięstwa na korzyść Krzyżaków, jednak chorągwie te wpadły w zasadzkę, zostały otoczone i rozgromione. O śmierci dowódcy Zakonu król Polski dowiedział się od Mszczuja ze Skrzynna, którego giermek Jurga zdjął „złote pectorale z relikwiami świętych” z ciała zabitego.

Teoria Kuczyńskiego brzmiała w skrócie tak: ponieważ niepodobnym jest, aby rycerze lub inne osoby szlachetnie urodzone nie próbowałyby schwytać lub zabiły tak wysokiego dostojnika i następnie milczały o tym, przyjmuje się, że Ulrich von Jungingen zginął z rąk piechoty chłopskiej, która nienawidziła Krzyżaków, a dla której pojmanie rycerstwa nie przyniosłoby żadnych korzyści (nie dostaliby od nikogo okupu).

Nowsza teoria pochodząca od Andrzeja Nadolskiego (biorący udział w wykopaliskach na polach Grunwaldu), który w swojej pracy „Grunwald 1410” zupełnie zanegował udział chłopów, sugeruje, iż być może wojska unii nastawione były na szczególnie zaciekłe atakowanie rycerzy Zakonu, a może po prostu górę wzięła narastająca od lat niechęć i żądza zemsty. A więc można przypuszczać, iż wielki mistrz zginął z powodu przeoczenia, lub też czyjejś nadgorliwości – stąd też nikt się nie przyznał, lub nikt nie wiedział, że zabił akurat wielkiego mistrza. Wygląda również, że nie było w tym żadnej chwały (zabijanie takiej ilości wrogiego rycerstwa miało znamiona walki niehonorowej) ani dla Jagiełły ani jego poddanych, więc mogło to też być celowo przemilczane. W każdym razie zgodnie ze zwyczajem zabierania łupów wojennych tylko z ciał pokonanych przez siebie przeciwników, można domniemywać, że Mszczuj miał w tym pewien udział.

Dnia następnego, w środę 16 lipca, na życzenie Jagiełły zwłoki wielkiego mistrza odnaleziono, a następnie wysłano z należytą godnością na wozie do Malborka, gdzie zostały pochowane 19 lipca w kaplicy św. Anny.

W historii zachowało się jego skrzyżowanie kopii w trakcie bitwy z Dobkiem z Oleśnicy, z którego to wielki mistrz wyszedł zwycięsko, zmuszając Oleśnickiego do ucieczki do swoich.]

[c.d.] [Wielki mistrz] lubił otaczać się zbytkiem niegodnym zakonnika, o czym najlepiej świadczą rachunki jego wydatków odnotowane w księdze podskarbiego malborskiego: „25 grzywien na kość słoniową potrzebną do wykonania stolika… 7 skojców na podbicie słomianego kapelusza podróżnego… 4 grzywny na nowe srebrne okucia rękojeści i pochwy miecza… 18 grzywien za zrobienie 13 małych i 2 dużych srebrnych mis stołowych…” – oto niektóre z zapisów. Lubił grajków, tancerzy i linoskoczków, a także wystawne uczty. Tuż przed zdobyciem zamku w Złotoryi kazał postawić u jego stóp suto zastawiony stół, ściągnął orkiestrę oraz „niewiasty i dziewice z Torunia”, po czym zarządził szturm na zamek, a do stołu zasiadło 12 najznaczniejszych rycerzy krzyżackich. Orkiestra grała, dziewice klaskały, a knechci zakonni dobijali obrońców zamku.


Źródła:

Copyright © 2010 Michał Kozak | O STRONIE